YouTube

Loading...

wtorek, 1 marca 2016

Rozdział VII



Egzorcyzm


Pustelnik siedział przy beli przywiązany sznurem. Tyrael wyjął księgę i zaczął się modlić. Oczy pustelnika natychmiast zrobiły się przekrwione, a po chwili wybuchł śmiechem.
-Co ty sobie myślisz śmieciu-Kiedy to mówił było słychać kilka głosów naraz, a sam głos był przepełniony nienawiścią.
-Nie reagujcie na to, to znak, że się boi-Powiedział Tyrael.
-Hahaha, wmawiaj sobie nieudaczniku. Taki jesteś dobry, a nawet nie potrafisz mnie zabić.
-Zatem co robisz uwięziony w Sanktuarium Chaosu?-Powiedział Armaras
-Proszę, proszę, jak śmiesz się do mnie odzywać? Ludzkie ścierwo, mogę ciebie zabić w każdej chwili.
-To czemu jeszcze żyję ?-Zapytał pewny siebie Armaras.
-Nie prowokuj go !-Uprzedził go Tyrael.
-Dlaczego jeszcze żyjesz ? Bo gówno mi zrobisz śmieciu! Jak tak bardzo chcesz wiedzieć to i tak ciebie zabiję, czy tego chcesz czy nie.
-Milcz szatanie! Twa stopa nigdy nie postanie na Ziemi, a twe sługi zostaną zniszczone.
-Ha...ha...ha... Jestem potężniejszy niż sobie myślisz, a me sługi silniejsze i liczniejsze niż twa armia Tyraelu. Przez lata żyliśmy w cieniu tylko po to by ujawnić swą potęgę. Brama do piekieł niedługo się otworzy, a wtedy będzie koniec waszego stworzenia śmiertelnicy.
-Myślisz, że nie wiemy o Czarnej Bramie, o Bramie Piekieł ? -Po tych słowach na twarzy pustelnika pojawiło się zdziwienia i złość.
-Skąd... jak się o tym dowiedziałeś ?
-Chyba nie myślisz, że ci powiem. Ale dość tego gadania nie odwiedziesz mnie od zamierzonego celu.
  -W tym momencie Tyrael ponowił modlitwy. Z ust pustelnika zaczęła toczyć się biało-zielona ślina. Cały się trząsł i krzyczał. Na jego ciele zaczęły się ryć krwawe litery. Nie wiadomo co tam pisało, ponieważ po chwili litery zalewały się krwią. Armaras odsunął się i stanął u boku Flavie. Była ona tak przerażona, że odruchowo złapała go za dłoń. Armaras nawet tego nie zauważył tylko stał wryty i nie wiedział co się właściwie dzieje. Akara rozstawiła runy wokół pustelnika i w tym momencie rozpoczęła się kolejna faza egzorcyzmu, czyli wypędzanie. Było jedynie słychać modlitwę Tyraela i krzyki opętanego. Po chwili wszystko ucichło, a Pustelnik się nie ruszał. Tyrael przestał się modlić.
-Armarasie rozwiąż go - Powiedział Tyrael -Tylko nie wyciągaj go z kręgu.
-Leżał on nieruchomo przez kilka może kilkanaście sekund, by niespodziewanie wznieść się do góry. Lewitował leżąc. Jego kończyny zwisały poniżej tułowia. Z okolicy środka mostka zaczęła wypływać czarna cieć. Było jej coraz więcej i więcej. Unosiła się ona tak samo jak Pustelnik, lecz w pewnym momencie zaczęła ona przyjmować kształty. W końcu przyjęła zamierzany kształt... posturę Diablo.
-Myślałeś Tyraelu, że go uratujesz ?! On był marionetką w moich rękach i tylko czekałem na ten moment.
-Akaro przerwij krąg ! -Krzyknął Tyrael.
-Już za późno nieudaczniku. Już po nim ! 
 -Cała ta czarna cieć zaczęła wlatywać w ciało Pustelnika, po czym jego ciało eksplodowało. Jego szczątki leżą teraz w okół beli, a na środku jest wielka kałuża krwi. Wszyscy stali przerażeni. Nikt nie wiedział jak się zachować po tym co ujrzeli. 
-Co teraz ? - Spytał Armaras - Co zrobimy ?
-Teraz wszystko się zacznie. - Odpowiedział
-Co się zacznie ? 
-Diablo pokazał, że zebrał na wystarczająco dużo sił, aby pokonać barierę osady.
-To znaczy, że wszystkie demony mogą sobie tutaj wejść i wyjść kiedy tylko chcą ?
 -Tyrael skinął głową w kierunku Armarasa i nakazał wszystko posprzątać. Zaczął iść w kierunku beli. Podszedł do runy. Pochylił się lekko i wyciągnął rękę po zakrwawioną runę, gdy nagle runa eksplodowała powalając Armarasa na ziemię. Jego prawa dłoń oderwała się i poleciała kilka metrów dalej. Z jego ust zaczęła się toczyć piana, zupełnie tak samo jak dla pustelnika. Tyrael podbiegł i złapał go za bark, jakby próbował go obudzić. Reszta po chwili również podbiegła chcąc pomóc. Flavie uklękła przy Tyraelu i patrzyła się na twarz chłopaka. Akara pochwyciła szmatkę i zaczęła tamować krwotok. 
-Co się stało ? - Spytała Flavie
-Nie mam pojęcia jak, ale chyba wiem co to jest.
-Co mu jest ? 
-Jest w pewnym sensie opętany. Jego ciało jest tutaj, lecz jego dusza jest w równoległym świecie. 

 -Armaras leżał na trawie, otoczony brzozowymi drzewami. Była grobowa cisza i zapadał zmrok. Żadnych krzyków, jęków, demonów... po prostu cisza. Siedział tak kilka minut napawając się ciszą i spokojem. Jakby zło nie istniało. Ostatnie promienie słońca okalały horyzont, a po chwili zapadł zmrok. Teraz oświetlało go blade światło księżyca i błyski gwiazd na niebie. Nagle poczuł dziwne uczucie. Miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Myślał jednak, że jest to spowodowane brakiem ludzi, poczuł przez chwilę osamotnienie. Chmury zasłoniły blask księżyca i nie było widać nic, oprócz koniuszka swego nosa. Wstał aby rozprostować kości. Miał wrażenie, jakby siedział całe wieki. Rycerz ponownie poczuł te dziwne uczucie. Zaczął się rozglądać wytężając swój wzrok. Rozglądał się chwilę, lecz sam nie wiedział czego szuka. Gdy jego wzrok już się oswoił z mrokiem wydawało mu się, że widzi sylwetkę człowieka na skraju lasu. Chmury odsłoniły na chwilę blask księżyca i wtedy ujrzał coś co przyprawiło go o dreszcze. Zamarł w bezruchu. Chciał zacząć uciekać, ale nie mógł nawet ruszyć palcami u stóp. Chmura ponownie przysłoniła księżyc na chwilę, a gdy przeszła, i blask ponownie oświetlał okolicę, postać zbliżyła się o ponad 30 metrów. W tym momencie Armaras dostrzegł rysy twarzy i kiedy zidentyfikował twarz rzucił się do ucieczki. Dlaczego ? Co wzbudziło w nim taki niepokój ? Osoba, która cały czas go obserwowała była martwa, a stał tam we własnej osobie Armaras. 

sobota, 14 listopada 2015

Rozdział VI

Wysłannik Diablo


Armaras wraz z Flavie i pozostałymi czekali na Tyraela, a gdy już się pojawił porozmawiał chwilę z Akarą po czym podszedł do Armarasa i zaczął rozmowę.
-Powiedz Armarasie co widziałeś, co się tam wydarzyło.
-Razem z Flavie, kiedy byliśmy jeszcze na Krwawym Wrzosowisku, ujrzeliśmy zakapturzoną postać. Odwróciliśmy na chwilę wzrok, a gdy znów chcieliśmy spojrzeć na nią jej już nie było. Stwierdziliśmy, że to nic ważnego, więc ruszyliśmy w drogę. Kilka godzin później po pokonaniu Krwawej Orlicy ponownie ujrzeliśmy tę samą postać. Tym razem uznaliśmy, że warto z nim porozmawiać lub, jeżeli byłaby taka potrzeba, zabić. Zanim cokolwiek postanowiliśmy już go nie było, jakby rozpłynął się w powietrzu.
-Go ? Masz kogoś konkretnego na myśli ?
-Tak, i dlatego ciebie tutaj wezwaliśmy. Musimy znać prawdę o pustelniku.
-Marius, tak miał na imię człowiek któremu powierzyłem Kamień Dusz. To był mój największy błąd. Uważałem, że podoła wyzwaniu i odkupi winy. Sam nie mogłem go zniszczyć, ponieważ musiałem strzec Diamentowej Bramy. Rozegrała się wtedy krwawa bitwa. Zwołaliśmy wtedy Radę Angiris i nagle podczas rozmów wyczuliśmy moce zła. Nagle po tym usłyszeliśmy cichy, mrożący krew w żyłach szept, jakby w naszych głowach, który mówił "Nawet Niebio ma swój świt". Od razu wiedzieliśmy, że to Diablo. Wyszedłem na balkon i ujrzałem czarną chmurę dymu, której nie widać było końca. Po chwili z niej wydobyła się postać człowieka, który przypominał zwłoki, a był to Tal Rasha. Był on przywódcą Zakonu Horadrimów, a jego ciało później było więzieniem Baala. Tal Rasha przemienił się na moich oczach, a po chwili z chmury wyłoniła się druga postać. Diablo. Następnie wyszedł Mefisto. Wszędzie zapanowała cisza, a po chwili z chmury zaczęły wyłaniać się demony. Musieliśmy bronić Niebios, więc wszyscy stawiliśmy się u wrót Diamentowej Bramy. Imperius, Auriel, Malthael, Itherael, ja i setki tysięcy innych archaniołów. Imperius walczył z Mefisto, Malthael z Baalem, a ja z Diablo. Auriel wraz z Itheraelem wspierali pozostałych. Walczyliśmy kilka godzin, aż w końcu udało nam się pokonać Mroczną Trójcę i i ich sługi. Tylko dla Baala udało się uciec i z tego co wiem to właśnie on odnalazł Mariusa, który został zabity przez Baala.
-Musimy pojmać tego pustelnika i upewnić się, czy nie jest to Marius, bo jeżeli to on, to oznacza, że przeprowadzono na nim rytuał i jest opętany.
  -W tym momencie do namiotu wbiegła Kashyi'a.
-Akaro chodź szybko pod bramę. Musisz to zobaczyć.
-Co się stało ?
-Demony wraz z jakimś mężczyzną wtargnęły do osady.
  -Wszyscy szybko wybiegli z namiotu i zobaczyli, że to pustelnik stoi tam razem z demonami. Tyrale pochwycił swój miecz i cisnął nim w grupę demonów. Pustelnik wydawał się bardzo zdziwiony obecnością Tyraela. Wszystkie demony już zginęły, a Pustelnik nadal stał w miejscu i się nie ruszał. Po chwili wydał z siebie cichy, lecz przerażający śmiech. Następnie zwrócił się w stronę Tyraela i powiedział:
-I pierwszy zatrąbił. A powstał grad i ogień - pomieszane z krwią, i spadły na ziemię. A spłonęła trzecia część ziemi i spłonęła trzecia część drzew, i spłonęła wszystka trawa zielona. A wtedy Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność.
 -Jego głos był przerażający. Głośny i zachrypnięty, oraz z jego gardła jakby wydobywał się drugi głos.
-Zamilcz Diablo ! -Odrzekł Tyrael.
-Ego sum interitum creationis.
-On jest opętany. Musimy go zabić. -Powiedział archanioł
-Jak to zabić ? -Zapytał Armaras
-I tak ciało tego człowieka jest martwe. Jest ono tylko pożytkiem dla Diablo.
-Jesteś pewien, że to dobry pomysł ?
-Inaczej on będzie zabijać nadal.
 -Tyrael podszedł do pustelnika, związał go sznurem i przywiązał do beli wbitej głęboko w ziemię. W tym momencie rozpoczął się Egzorcyzm.








wtorek, 27 października 2015

ROZDZIAŁ V


Zew krwi




-Jak sądzisz Flavie, kim... on może być ? -Zapytał
-Jak byłam jeszcze dzieckiem moja mama opowiadała mi legendę o starym pustelniku, który miał zniszczyć Kamień Dusz. Nie podołał misji, którą zlecił mu Tyrael...
-Tyrael ? -Jego serce zaczęło bić mocniej, gdy dowiedział się, że Tyrael już wcześniej zmierzył się z Mroczną Trójcą, lecz nie zniszczył osobiście kamienia.
-Tak, to Tyrael powierzył mu to zadanie, lecz nie zdołał dotrzeć do Piekielnej Kuźni. Po tym co przeżył podczas podróży, jego umysł zmącił mrok i został zamknięty w celi. Kilka miesięcy później Baal odnalazł go i odebrał mu Kamień, a głos o nim zaginął. Kilka lat po ataku na Tristram, pojawił się pustelnik w czarnej szacie i pojawia się on tak po dziś dzień. Niektórzy mawiają, że jest on zwiastunem śmierci i cierpienia.
-  Dlaczego nazywają go zwiastunem śmierci ?
-Zwą go tak, ponieważ on zapoczątkował Genezę Diablo.
-Powinniśmy go odszukać. Może  on nam coś powie na temat kamienia dusz.
-Też tak uważam, ale może najpierw wróćmy do obozu, zanim ktoś nas zaatakuje.
-Zatem w drogę.
 Gdy Armaras i Flavie dotarli dotarli do obozu i poszli porozmawiać z Akarą i Kashyią. W wiosce panuje popłoch i wszyscy zachowują się tak, jakby przed chwilą coś strasznego się wydarzyło, lecz nikt nic im nie mówi. Armaras wchodzi do namiotu Akary i widzi, że też jest czymś przejęta.
-Akaro, musimy porozmawiać. Krwawa Orlica nie... - nie zdążył dokończyć, ponieważ Akara mu przerwała. 
-Nie teraz Armarasie, mamy większy problem. Jak ciebie nie było do wioski przedarły się demony.
-Jak ? Przecież wioskę chroni magiczna bariera.
-Też tak myślałam, jednak demony jakoś się tutaj dostały. Może znalazły jakiś sposób na przebicie bariery.
-Może. A może to nie były te demony, które chodzą po ziemi. 
-Masz na myśli... 
-Tak. Lecz to znaczy, że był w okolicy jeden z Mrocznej Trójcy. Ale jak to możliwe. Diablo jest uwięziony, a tylko on miałby taką siłę.
-Teoretycznie mógłby tego dokonać będąc uwięzionym.
-Jak ?
-Poprzez Zew Krwi.
-Co to jest ten Zew Krwi - Dołączyła się Flavie, a Akara i Armaras spojrzeli na nią, ponieważ w ogóle zapomnieli, że też przebywa w tym namiocie. 
-Zew Krwi... - Zaczęła Akara - jest to pewien rytuał, który odprawiają sataniści. Polega on na na oddaniu martwego ciała we władzę diabłu. Najczęściej sataniści sami podczas rytuału zabijali się, dlatego nazywa się to Zew Krwi. Później wokół martwego ciała tworzy się krąg z mieszanki krwi i wosku, a następnie zapala się trzy świece, jedną przy głowie, drugą przy prawej ręce, a trzecią kładzie się na serce. Są to bardzo mroczne czary, których lepiej nie praktykować, ponieważ prawie zawsze wszyscy giną oprócz tego jednego... opętanego. 
-A czy można do tego wykorzystać zwłoki ?
-Tak, czasem używano zwłok, ale tylko wtedy, gdy jakieś się znalazło na przykład na polu walki. Nigdy nie biorą zwłok z grobów, gdyż mogły już zacząć się rozkładać. 
-Akaro, a słyszałaś legendę o pustelniku ?
-Tak, ale to tylko plotka. Bajka opowiadana dzieciom. Ale nie rozumiem dlaczego pytasz o to ?
-Mogłabyś wezwać Tyraela. Muszę z nim porozmawiać o tym, on jedyny zna prawdę. 
-Powiedz mi Armaras... co się wydarzyło tej nocy ?
-Widzieliśmy czarną, zakapturzoną postać tej nocy i to dwa razy. Pierwszy raz chwilę przed pokonaniem Krwawej Orlicy i po. Lecz teraz wydaje mi się, że cały czas nas obserwował. Tylko po co ?
-Dlaczego nie próbowaliście go złapać ? 
-Bo zanim cokolwiek postanowiliśmy on zdążył już zniknąć, jakby rozpłynął się we mgle. Ale nie traćmy już więcej czasu. Jak będzie Tyrael wyjaśnię wszystko.  

czwartek, 1 października 2015

Rozdział IV
Krwawy Cmentarz



Armaras razem z Flavie po opuszczeniu Krwawego Wrzosowiska wyruszyli ku Zimnej Równinie. Armaras walczył wręcz i odciągał wszystkich wrogów od Flavie. Ona atakowała z daleka, jednak musiała uważać by nie trafić swego towarzysza. Przemierzając stepy Zimnej Równiny oboje zabili wiele demonów. Tego dnia, po raz pierwszy od wielu lat, Zimna Równina spłynęła krwią demonów. Po dziś dzień nikt nie ośmielił się zapędzić tak daleko, dlatego tereny te były całkiem splugawione. Większość demonów zdążyła się wycofać do klasztoru aby tam przegrupować siły. Jeżeli Armaras podoła to oblężenie klasztoru jest nieuniknione. Zaczynało już świtać, gdy ujrzeli bramy cmentarzu. Z daleka dało się zauważyć hordy nieumarłych szykujących się do walki. Na tyłach stała Krwawa Orlica, która wydawała rozkazy. W dłoniach dzierżyła łuk, Armaras i Flavie przystanęli na chwilę, a Krwawa Orlica patrzyła na nich przez chwilę. Wyjęła ona z kołczanu strzałę i zaczęła szykować się do strzału. Cięciwa po chwili była już napięta i Krwawa Orlica oddała strzał. Strzała nie leciała w nich tylko obok, lecz nie była to zwykła strzała, ponieważ, gdy tylko grot dotknął ziemi, eksplodował. Oszołomiło ich to na chwilę i po chwili Armaras wyruszył na pułk nieumarłych. Flavie jeszcze przez chwilę nie wiedziała co robić. Armaras zabijał każdego po kolei. Swym mieczem siekał ciała nieumarłych po czym padały na ziemię. Musiał on ciągle się poruszać, ponieważ gdyby stał w miejscu to po chwili ciała by go przygniotły. Flavie, gdy już doszła do siebie zaczęła strzelać z łuku. Razem w ciągu kilku minut zabili ponad tysiąc demonów. Krwawa Orlica stała i się im przyglądała. Gdy demonów było coraz mniej zaczęła walczyć. Naciągnęła strzałę na cięciwie, po czym ją wypuściła. Leciała prosto w Armarasa. Na szczęście Flavie zobaczyła, że Orlica go namierza, więc zdążyła go ostrzec. W ostatniej chwili uskoczył i upadł na ziemię, a strzała trafiła jednego potwora. Gdy go trafiła nastąpił wybuch dziwnego białego światła. Nie było żadnego ognia, tylko światło i fala uderzeniowa, a ciało potwora rozwaliło się na setki kawałków, które porozwalały się dookoła. Armaras podniósł się i ruszył z szarżą na Orlicę. Orlica z kołczanu wyjęła kolejną strzałę i zaczęła naciągać ją na cięciwie. Flavie wymyśliła plan, jak można ją pokonać. Podbiegła po strzałę, która przed chwilą eksplodowała. Chwyciwszy ją podniosła łuk do góry. Będąc wyprostowana rozstawiła nogi szeroko i ustawiła się bokiem do Krwawej Orlicy. Podniosła łuk i zaczęła napinać na cięciwie strzałę. Celowała w jej głowę. Wzięła głęboki oddech, wstrzymała go na chwilę, po czym go wypuściła. Zrobiła tak raz, drugi i w końcu stwierdziła, że jest już gotowa. Wypuściła cięciwę, która wystrzeliła strzałę i poleciała prosto w cel. Strzała wbiła się w szyję Orlicy po czym wybuchła i roztrzaskała jej ciało na drobne kawałki. W miejscu, gdzie przed chwilą stała Orlica, pojawiła się kula z błyskawic. Wisiała tak przez chwilę w bez ruchu, a po chwili rozdziliła się i poleciały wszystkie błyskawice we wszystkie strony zabijając tylko demony. Zapadła kompletna cisza. Armaras spojrzał na Flavię, która stała około pięćdziesiąt metrów dalej. W ręku nadal trzymała łuk, a po chwili odwzajemniła spojrzenie. Armaras podbiegł do niej i jej podziękował za pomoc i pogratulował strzału. Blask słońca powoli zaczął  rozjaśniać miejsce walki. W około leżały ciała demonów, z których ciał jeszcze sączyła się szkarłatna krew. Flavie spojrzała za ramię towarzysza i na jej twarzy malowało się przerażenie.
-Co się stało-Zapytał Armaras, jednocześnie odwracając się na pięcie, lecz nic nie ujrzał.
Flavie stała przez chwilę, po czym powiedziała.
-To znowu on, ten mężczyzna, którego widzieliśmy wcześniej.

niedziela, 6 września 2015

Rozdział III
Cmentarz Sióstr



Po wykonaniu zadania od Akary, nadszedł czas na zadanie Kashyi. 
-Witaj. Pewnie już wiesz, że nazywam się Kashy'a  i że to ja mam dać tobie kolejne zadanie. Dwadzieścia lat temu, gdy Mroczna Trójca zaatakowała klasztor wraz z innymi łotrzycami stanęliśmy w obronie klasztoru. Niestety... siły Diablo zmiażdżyły naszą armię. Tak młody wojowniku, armię i to nie małą. Kiedyś klasztor i Tristram strzegły tysiące łotrzyc. Po upadku Diablo i tajemniczym zniknięciu Fernarda Horadrima w tę okolice przywędrowało wiele ludzi, gdyż to było jedyne ocalałe miejsce. Wszystkie cztery imperia zostały splądrowane przez siły piekieł. Gdy dwadzieścia lat temu Diablo powrócił zabił setki, a nawet tysiące łotrzyc. Nigdy nie zapomnę widoku martwych sióstr, które sama szkoliłam i darzyłam przyjaźnią, dlatego jeżeli to ty jesteś wybrańcem, którego przepowiadał Zakon Horadrimów, to zabij go, najszybciej jak to możliwe nim całkowicie opanuje ziemię. Jeżeli chodzi o zadanie to musisz pokonać Krwawą Orlicę, dawniej też była łotrzycą i to jedną z najlepszych, ale demony opętały jej ciało. Życzę ci powodzenia i uważaj na siebie. 
Wyszedłem z osady, lecz nie miałem już nie z takim entuzjazmem. Wiedziałem, że mogę już nie wrócić. Przeszedłem przez Krwawe wrzosowiska. Tym razem nie było już tak wiele demonów. Większość wycofała się pewnie na zimną równinę lub do klasztoru. W oddali ujrzałem postać wyglądała jak kobieta. Podszedłem trochę bliżej. Jest teraz noc, jednak księżyc i gwiazdy rozświetlały nieba. Była dziś ostatnia kwarta. Co jakiś czas chmury zasłaniają księżyc i na chwilę zapada mrok i nic nie widać. Czekałem, aż chmury zasłonią księżyc, wtedy będę mógł zbliżyć się niepostrzeżenie. Spojrzałem na niebo i zauważyłem, że chmura zbliża się do księżyca. Po chwili już całkiem go zakryła i ruszyłem. Czułem jak zimny wiatr smaga mnie po twarzy. Starałem się biec ostrożnie, ponieważ nie widziałem co jast przede mną. Znów spojrzałem na niebo i zauważyłem, że chmura zaraz przejdzie dalej. Szybko wskoczyłem w krzak rosnący przy dróżce. Światło bijące z księżyca już padało na całą okolicę. Rozejrzałem się wokół, by ustalić jak blisko jestem. Nagle, gdy spojrzałem w stronę, gdzie ona stała, nikogo tam nie było. Nie wiedziałem co zrobić i zacząłem się rozglądać wszędzie, lecz nigdzie jej nie było. Chwilę później chmura znowu zasłoniła księżyc i znów zapadł mrok. Tym razem postanowiłem pozostać w ukryciu. Siedziałem tak około minuty, a księżyc znowu rozjaśniał wrzosowisko. Nagle za moimi plecami usłyszałem dźwięk naciąganej cięciwy i szept kobiety. 
-Nie ruszaj się !
-Kim jesteś ?
-Kim Ty jesteś !?
-Ja jestem Armaras, jestem paladynem, przybyłem tutaj by zabić Krwawą Orlicę. 
-Jesteś z osady ? -Teraz głos kobiety stał się spokojniejszy i było słychać jak lekko rozluźniła napiętą cięciwę. 
-Tak, przysłała mnie Kashyi'a.
-Kashyi'a ? Więc wybacz mi wojowniku. Wzięłam ciebie za wroga.
-Spokojnie nic się nie stało. - W tym momencie odwróciłem się i zobaczyłem kobietę, jest ona przepiękna. Jest ona trochę niższa ode mnie. Jest szczupła i wygląda na bardzo wygimnastykowaną. Ma ona błękitne oczy, świecące jak gwiazdy i rude włosy które w blasku księżyca wyglądają przepięknie. Dzierżyła ona łuk, którym już miała lekko naciągniętą strzałę. Nie wiedziałem co powiedzieć, ponieważ jej uroda mnie onieśmieliła, a jej głos był piękny i kojący jak głos anielicy.
-Ja nazywam się Flavie, jestem strażniczką wrzosowiska.
-Jaa... (W tym momencie uświadomiłem sobie, że już się jej przedstawiłem). Jak długo już strzeżesz wrzosowiska ?
-Od niedawna. Jakiś czas temu przechodził tędy dziwny wędrowca, a kilka dni po tym na wrzosowisku pojawiły się demony. Największy problem jest z Siedliskiem Zła, raz wysłano tam patrol, który składał się z czternastu łotrzyc. Nikt nie wrócił.
-Byłem tam i widziałem ciała łotrzyc.
-Były moimi przyjaciółkami. 
-Przykro mi z tego powodu.
-Nie przejmuję się tym za bardzo, wszyscy są już do tego przyzwyczajeni. Codziennie ktoś ginie. My ich opłakujemy a Diablo rośnie w siłę. Im szybciej zginie, tym szybciej ludzie przestaną ginąć. A powiedz mi co ty robiłem w Siedlisku Zła ?
-Poszedłem wyrżnąć te plugawe ścierwa.
-Zabiłeś wszystkie demony ? 
-Nie oszczędziłem żadnego.
-Jestem pod wrażeniem twych czynów wojowniku.
-Nie ma co świętować. Muszę kontynuować misję.
-Jeżeli chcesz mogę ci towarzyszyć Aramasie.
-Nie jestem pewien czy jest to dobry pomysł. Mogę nie wrócić już z tej wyprawy.
-Sam możesz nie dać rady, a ja już i tak niedługo nie będę mieć co robić, bo wiem, że podołasz wyzwaniu. A ja ci w tym pomogę.
-No dobrze, zatem ruszajmy w...
-Co się stało ?
-Ta postać co stoi na dróżce była z tobą ?
-Byłam sama. Nie wiem kto to jest ? -Była to zakapturzona postać i wyglądała jakby się na nas patrzyła.
- Co teraz robimy ? -Po tych słowach postać zniknęła.
-Kto to był ?
-Nie wiem. Może jeden ze sług Diablo.
-Może. Zatem jakie masz zadanie Aramasie.
-Słucham ? Ach tak. Muszę zabić Krwawą Orlicę.
-Ona ukrywa się na Cmentarzu, wiem gdzie to jest.
-Więc ruszajmy.


PS:
Sorry, że tyle zajęło mi pisanie tego rozdziału, ale zacząłem pisać nową książkę, tym razem już w 100% moją. Niedługo też ją zacznę publikować, ale muszę coś napisać na start. Zastanawiam się też nad zmianą z tego, że narratorem jest postać, na to że jest jeden narrator, czyli jak w większości książek.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Księga Armarasa

Rozdział II:
Dzień próby



Wczoraj Tyrael wraz z Hadrielem opuścili osadę. Powiedziano mi abym przygotował się do dnia próby. Będę musiał wykonać dwa zadania, które mają sprawdzić moją lojalność i to czy będę w stanie walczyć z Andariel. Nie ma na co czekać im szybciej wykonam zadania, tym szybciej wyzwolę tych ludzi ze szponów Diablo. Czas iść do czarodziejki. Wiem, że to ona ma dać mi pierwszą misję do wykonania. Widziałem ją już wczoraj, gdy wchodziliśmy do osady. Nie zapamiętałem imienia. Miała długie purpurowe włosy. Ubrana była w długą, lecz wąską, czarną suknie.

-Witaj Armarasie. Jestem Akara. Najwyższa Kapłanka Zakonu Sióstr Niewidzącego Oka. Witaj w naszym obozie, ale obawiam się, że nie mamy tobie nic do zaoferowania, poza tymi sypiącymi się murami. Widzisz, na nasz prastary zakon spadło dziwne przekleństwo. Potężna Cytadela, w której od pokoleń strzegłyśmy drogi na wschód, została opanowana przez demonicę o imieniu Andariel.
Ciągle trudno mi uwierzyć... ale udało się jej przeciągnąć na swoją stronę inne siostry i wspólnie z nimi wypędzić nas z domu przodków. Teraz ostatnie obrończynie Zakonu albo już nie żyją, albo zostały rozproszone. Błagam cię, pomóż nam. Znajdź jakiś sposób aby zdjąć klątwę z naszego Zakonu, a obiecujemy ci wierność po wszechczasy. Tyrael nie jest co do ciebie w pełni przekonany, lecz ja mam nadzieję, że nie jesteś żadnym podwładnym Mrocznej Trójcy. Jeżeli chcesz zdobyć w pełni nasze i Tyraela zaufanie, będziesz musiał wykonać dwa próbne zadania. Jak już pewnie wiesz pierwsze zadanie otrzymasz ode mnie. Drugie natomiast otrzymasz od Kashyi.
Nieopodal osady znajduje się jaskinia, w której jest siedlisko demonów, zwane przez nas Siedliskiem Zła. Twoje zadanie polega na tym, aby zabić wszystkie demony, które się tam znajdują. Jeżeli ci się powiedzie otrzymasz drugie zadanie. Powodzenia wojowniku.
-Dziękuję. Nie zawiodę was.

Czym prędzej wyruszyłem do jaskini. Chodziłem po iglastym lesie w poszukiwaniu groty, w której będzie wiele demonów, a ja miałem stawić im czoła wyposażony tylko w Gladius, krótki miecz, małą drewnianą tarczę i kolczugę. Akara podarowała mi również magiczny zwój, który otwierał portal, który pozwalał natychmiast powrócić do osady. Ciężko będzie pokonać wszystkie te demony, gdy ma się tak mało, ale cóż, muszę podołać wyzwaniu. Idąc ścieżką przez las zauważyłem tlący się ogień z pochodni. Podszedłem tam powoli, z nadzieją, że jest to wejście do Siedliska. Przyczaiłem się w krzakach. Rozejrzałem się i jedyne co zauważyłem to litry krwi na ziemi, Chyba byli tutaj przede mną. Jest to okropny widok. Widać jeszcze resztki zwłok w krzakach. To jest nie ludzkie, ale nie się co dziwić, przecież to demony. Muszę pomścić wszystkich tutaj poległych. Upewniłem się raz jeszcze, czy nikogo tutaj nie ma i podszedłem do wejścia jaskini. Przed wejściem zwłoki i krew, a w samym wejściu kolejne zwłoki i okropny zapach padliny, który jeszcze się trzymał. Był nie do zniesienia. Na ścianach są różne symbole Diablo np. pentagram, krzyż celtycki czy odwrócony krzyż. Ta jaskinia została całkiem zbezczeszczona przed moce piekła. Staram się unikać okropnego zapachu i pełznę w głąb Siedliska. Przede mną rozwidlenie. Z prawej strony dochodzą krzyki i jęki więc tam na początek się udam, Jest tutaj siedem mały demonów i jedna bestia. Wygląda jak byk, tyle że chodzi na dwóch nogach. Zaatakuję ich nim mnie ujrzą. Zdobędę w ten sposób przewagę. Zabiłem najpierw małe demony, Z nimi nie jest trudno. Zabijesz jednego, a reszta ucieka na chwilę. W małych jednostkach są słabe, lecz gdyby było ich sto to już byłby problem. Na szczęście było ich tylko siedmiu.  Z bestią jest większy problem. Niektóre potrafią pluć elektrycznymi kulistymi piorunami. Ta nie potrafi, ponieważ jest to typowy wojownik, który tylko walczy, ale i tak są silne. Podszedłem do niej. Przeszywa mnie wzrokiem. Zaraz zaatakuje. Ja muszę być pierwszy. Rzuciłem się na nią z mieczem przed sobą, osłaniając swe ciało tarczą. Bestia uderzyła ręką w mą tarczę i upadłem. Powstałem od razu i znów się na nią rzuciłem. Tym razem uniknąłem ciosu i wbiłem jej miecz w pierś. Zawyła strasznie głośno. Wiedziałem, że reszta stworów w jamie zaraz się tutaj zjawi. Pozostało mi tylko na nich czekać i przygotować się do walki. Z otchłani groty było już słychać krzyki i warczenie potworów. Nagle z zakrętu wybiegł szaman z małymi demonami. Szaman jak demony był czerwony, tylko był wyższy i miał laskę ze sobą. Szaman potrafi przywołać zabite demony i strzela kulami ognia. Szamani zawsze chodzą z kilkoma demonami. Skoro szamani przywołują demony, więc postanowiłem pierwszego go zabić. Podbiegłem do niego i odciąłem mu łeb. Teraz wygląda lepiej bez tej ohydnej mordy. Demony mnie otoczyły, więc wystawiłem miecz i obróciłem się na jednej nodze. W ten sposób rozpłatałem ich brzuchy. Coś łatwo poszło. Coś cicho jest jak na Siedlisko Zła. Kto zabił tych wszystkich, których zobaczyłem przed wejściem ? Usłyszałem tylko jedno po tych słowach. Bardzo głośny i groźny ryk. Nie wiadomo co za monstrum wydało ten krzyk. Już chyba mam na odpowiedź na swoje pytanie. Całe wyjście zasłoniła Monstrualna bestia. Wyglądała jak wielki goryl. Miała wysokość trzech, czterech metrów. Nie wiedziałem co robić. Czy atakować, czy uciekać. Po chwili postanowiłem uciec. Zacząłem uciekać a ona mnie goniła. Biegłem najszybciej jak mogłem. Widziałem już wyjście z tunelu. Ostatkiem sił biegłem ku wyjściu, gdy nagle potknąłem się o kamień  wystający z ziemi. Na dodatek wpadłem w kałużę krwi. Bestia stanęła i się zatrzymała nade mną. Myślałem, że mnie zmiażdży albo rozszarpie, ale nic nie zrobiła. Po prostu stała i się rozglądała. Szczęście mi dzisiaj sprzyja. Chyba mnie nie widzi, ale dlaczego ? Bestia stała już kawałek przede mną więc się podniosłem, cały brudny z krwi. Dobyłem miecza i przebiłem serce bestii. Stała jeszcze przez chwilę, a potem upadła na ziemię. Bardzo się ucieszyłem, że wyszedłem z tego cało. Przeszukałem resztę jaskini, w celu zabicia wszystkich demonów, szamanów, zombie i tym podobnych. Gdy zabiłem wszystkie potwory w grocie pojawiło się światło. Wiedziałem, że zwiastuje to oczyszczenie miejsca ze zła jakie tam było. Teraz musiałem tylko wrócić do Akary i przyjąć zadanie od Kashyi. Akara w nagrodę za wykonanie tego zadania, podarowała mi dary, które z czasem będę mógł rozwijać, podczas trenowania z innymi wojownikami lub magami. Akara nauczyła mnie używania magicznej aury, która mnie wzmocni. Taką aurę ciężko stworzyć, jednak jeżeli będę często ćwiczyć używania jej będę mógł rozwijać inne, silniejsze moce. Teraz jednak muszę iść do Kashyi po drugie zadanie.

środa, 22 lipca 2015

Rozdział I :
Nowe nadzieje



Minęło 20 lat od dnia gdy Mroczna Trójca zaatakowała wioskę. Jak do tej pory Tyrael Nie powrócił. Zaraz zacznie się zebranie łotrzyc na temat co będzie dalej. Akara nie jest już taka młoda i nie ma sił by dalej strzec osady, jaką wybudowaliśmy przez te lata, przed siłami Diablo. Każdy dzień przybliża nas do śmierci. Siedziałem przed namiotem wpatrując się w księżyc. Dziś jest pełnia więc słychać nieopodal w lesie krzyki demonów, gdyż w pełnie popadają w szał, podobnie jak wilkołaki, lec one nad tym panują, a dzieje się tak za zasługą Baala. Nie wiem czemu i co tak dokładnie się z nimi dzieje. Kiedyś przeglądając księgę zakonnika z Zakonu Horradrimów przeczytałem, że gdy Baal w pierwszej erze został zaatakowany przez Archanioły, to demony zostały zdziesiątkowane i spotkał ich gniew Baala, który rzucił na nie klątwę.
Gdy nasłuchiwałem się tym dzikim krzykom obserwując, jak chłodny wiatr kołysze sosnami w lesie nieopodal osady, zauważyłem ogień, najprawdopodobniej wybuchł pożar. Tylko co jest jego przyczyną? Gwałtowne zamieszki demonów czy może bestie zostały zaatakowane? Jeżeli zostały zaatakowane to przez kogo? Natychmiast powstałem i opuściłem obóz kierując się w stronę lasu. Idąc drogą przez las dostrzegłem między drzewami płomienie. Nie były one tak duże jak mi się wcześniej wydawało, lecz może po prostu już wygasły. Podszedłem trochę bliżej, lecz wystarczająco daleko by nikt mnie nie zauważył. Rozejrzałem się dookoła co mogło być przyczyną i zauważyłem 3 rozpłatane ciała demonów i wypalone już ognisko. Możliwe, że to wina ogniska, lecz i tak widać tutaj czyjąś ingerencję, bo po za granicami ogniska ułożonych z kamieni było widać spalone konary drzew. Ktoś musiał kopnąć je, lecz kto? Żaden potwór nie popadłby w taki szał. Podszedłem do jednego z ciał i zauważyłem, że trzyma on czarny zwój w dłoni, która leżała na nim, ponieważ była odcięta. Rozwinąłem zwój i go przeczytałem. Pisało tam tylko: „Dominarum nigrum est portam. Quam expectamus ordines tuos” co oznaczało „Panie, czarna brama jest już gotowa. Czekamy na twe rozkazy”. Nie wiedziałem o jaką bramę chodzi więc czy prędzej chciałem pokazać go Akarze. Zwróciłem się ku drodze i zacząłem iść, gdy nagle w krzakach usłyszałem szelest. Wyjąłem miecz szykując się już do walki. Przykucnąłem w krzaku by zaatakować zaskoczenia. Ta postać była coraz bliżej i nagle się zatrzymała. Usłyszałem dźwięk metalu ocierającego o pochwę wyłożoną srebrem. Już wiedziałem kto to jest. Czym prędzej wstałem i go powitałem.
-Witaj bracie.
-Witaj.
-Gdzie byłeś tyle lat Tyraelu ?
-Wraz z pozostałymi archaniołami wyruszyłem do Fortecy Pandemonium.
-Co z Diablo ?!
-Żyje, lecz musiał uciec na rzekę płomieni, do sanktuarium chaosu, lecz nie obyło się bez ofiar. Na Boskiej Radzie ustaliliśmy, że Diablo nie może się tak panoszyć po ziemi. Przygotowaliśmy Armię aniołów takich jak ty Hadrielu, na których czele stanąłem ja wraz z Imperiusem, Auriel, Malthaelem i Itheraelem. Wszyscy zaatakowaliśmy Fortecę. Zaatakowaliśmy wszyscy razem, ponieważ nie było czasu na planowanie oblężenia. Była to rzeź. Krew za krew, śmierć za śmierć. Wraz z towarzyszami rozgromiliśmy połowę wojsk, lecz Diablo był silniejszy niż w dniu Grozy (zwanego tak przez anioły). Jednym zionięciem spalał setki naszych. Na szczęście potrafiliśmy temu zapobiec. Gdy Diablo szykował się do ataku wszyscy tworzyliśmy tarczę, taką jaka chroni waszą osadę, jednakże znacznie mocniejszą. Zobaczyłem, że anioły długo nie wytrzymają takiego naporu. Nasze wojsko liczyło około 100 tysięcy aniołów, a demonów było około 2 miliardów. Wiem to stąd, że taka armia ma bronić każdego z Mrocznej Trójcy po ostatniej porażce. Kontynuując, anioły słabły więc postanowiłem zabić Diablo. Rzuciłem w niego mieczem, ale zdołał uskoczyć. Podbiegłem po niego i zacząłem z nim walczyć. Walczyłem z nim kilka minut, więc postanowiłem to już skończyć. Gdy on szykował się do zionięcia ogniem, ja podbiegłem i wbiłem miecz w brzuch, który już płonął od tego ognia. Natychmiast plunął ogniem w każdym kierunku. Popatrzył na mnie z nieopisaną złością i po chwili zaczął biec w moją stronę. Wyciągnąłem miecz przed siebie trzymając go dwiema dłońmi, by go nie upuścić. Niestety wbiłem go tylko w bark, gdy celowałem w głowę, a sam odleciałem na kilkanaście metrów. Jak najszybciej się podniosłem i widziałem go jak upada. Podszedłem do niego. Wyjąłem miecz, przy czym głośno krzyknął. Chciałem go ściąć, ale w ostatniej chwili zniknął i widziałem go jak wraz ze swoją armią ucieka w stronę płonącej rzeki.
-Dopadniesz go innym razem. A co cię tu sprowadziło ?
-Pożar. Czy to twoja sprawa ?
-Nie, myślałem, że twoja.
-Pewnie bestie się rozjuszyły.
-Nie sądzę, gdyż był to najprawdopodobniej orszak Baala. Znalazłem czarny zwój.
-Z pewnością jest to orszak Baala, a mowa tutaj o bramie w Arreat, wykonana z Kamienia Świata.
-Ale kto ich powstrzymał przed przekazaniem tych informacji ?
-Tego nie wiem sam. Chodźmy do osady może ktoś nam pomoże.

-Gdy byliśmy niespełna ćwierć kilometra od odsady zauważyliśmy człowieka, który podążał ścieżką. My sami szliśmy na skraju lasu niedaleko ścieżki, więc nie problem zobaczyć kogoś na niej, gdyż księżyc rozjaśniał  mrok. Prędko postanowiliśmy się do niego udać, ponieważ nie brakuje nam tutaj szpiegów Diablo. Gdy dobiegłem kazałem mu się zatrzymać, a on rzekł.
-Spokojnie towarzysze, nie chcę nikogo skrzywdzić. Przybywam tutaj z gildii paladynów.
-Zatem jesteś paladynem ?-Zapytał Tyrael.
-Jak najbardziej. Zaledwie cztery miesiące temu rozpocząłem szkolenie.
-A jak cię zwą ?-Zapytałem
-Jestem Armaras, a wysłano mnie tu w celu wsparcie osady.
-Czy to ty, zabiłeś te demony w lesie ?- Spytał Tyrael.
-Tak, ja to uczyniłem. Napadły mnie w drodze wiec bez wahania ich zabiłem.
-Cztery miesiące szkolenia, a ty zabijasz trzy demony, któ zaatakowały ciebie z zaskoczenia. Jestem pełen podziwu wojowniku. Musisz być naprawdę waleczny. Zapraszam cię do osady, lecz to nie znaczy, że ci ufam. Będziesz musiał przejść próbę. Lecz teraz chodź do osady dostaniesz lepszą broń do tego zadania.-Odpowiedział Tyrael i czym prędzej pośpieszyliśmy w stronę osady.

Doszliśmy do osady i poszedłem do namiotu Akary, gdzie miało odbyć się spotkanie.
-Hadrielu. Gdzie byłeś ?- Zapytała Akara.
-Mam dobrą wiadomość. Tyrael powrócił.
-Co ?! Gdzie on jest ?
-W tym momencie Tyrael wraz z paladynem weszli do namiotu.
-Oh Tyraelu, co tak długo zaczynałam tracić nadzieję w wybawienie nas.
-Wybacz mi Akaro lecz coś mnie zatrzymało. Jednak to nie ja będę waszym wybawcom.
-Jak to ? Opuszczasz nas ?
-Niestety tak, lecz to nie moje zadanie. Muszę udać się, wraz z Hadrielem, do fortecy Pandemonium by strzec ostatnią osadę, która pilnuje, by Diablo nie wydostał się, po za mury Sanktuarium Chaosu. Strzeże go 5 pieczęci, lecz to nie wystarczy. Potrzebują mnie tam bardziej niż wy. Lecz nie zostawiam was na pastwę losu. Przybył wraz z nami paladyn Armaras. Będzie musiał przejść próbę, ponieważ nie ufam mu do końca. Sam pokonał trzech demonów, i to nie byle jakich. Podążali oni z listem, który mówi że Czarna Brama jest już gotowa. Ten list był do Diablo, lecz na szczęście nie dotarł do niego.
-Więc co teraz mamy uczynić Tyraelu ?
-Musicie zabić Andariel, a Armaras wam w tym pomoże. Jeśli mu się uda, wyruszy z Warrivem na wschód do Lut Gholein.
-A co, jeśli mu się nie uda ?
-Wtedy rozpęta się oblężenie waszej osady. Los osady spoczywa w rękach tego człowieka. Mam nadzieję, że podoła wyzwaniu. Zatem żegnaj Akaro. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy.
-Też mam taką nadzieję. Żegnaj.
-Hadrielu. Ruszajmy.
-Po tych słowach pojawiła się Czerwona kula, przez którą przeszliśmy i pojawiliśmy się w Fortecy Pandemonium.